Na trzeciej lekcji powietrze w klasie jest inne niż na pierwszej.
Trzydzieści osób w zamkniętej sali wydycha kilkanaście litrów dwutlenku węgla na minutę. Nikt tego nie widzi i nikt nie czuje. Widać za to skutek: senność, ból głowy, rozkojarzenie po dużej przerwie. Poniżej masz liczby, sposób pomiaru i to, co realnie działa.
Trzy liczby, od których zaczyna się rozmowa
420 ppm to stężenie dwutlenku węgla w powietrzu na zewnątrz. Od tego poziomu startuje każda sala, gdy rano otworzysz okno.
1 000 ppm to próg przyjęty w normie PN-EN 16798-1 dla pomieszczeń najwyższej kategorii jakości powietrza, przeznaczonych dla dzieci. Norma opisuje go jako około 550 ppm ponad poziom zewnętrzny i wiąże z wentylacją rzędu 10 litrów na sekundę na osobę. Ten sam próg rekomendują WHO i ASHRAE.
1 400 ppm to poziom, przy którym w badaniu zespołu Josepha Allena z Harvardu (2016) wyniki testów zdolności poznawczych spadły o połowę wobec warunków dobrze wentylowanych. Przy 950 ppm spadek wynosił 15 procent. Badanie objęło 24 pracowników biurowych przez sześć dni roboczych, więc przenoszenie go wprost na uczniów jest przybliżeniem. Kierunek jest jednak zgodny z tym, co pokazują badania prowadzone w salach lekcyjnych.
Klasa z trzydziestoma osobami i zamkniętymi oknami przekracza 1 000 ppm w kilkanaście do kilkudziesięciu minut. To jest odległość między pierwszym dzwonkiem a środkiem drugiej lekcji.
Jak to zmierzyć
Czujnik CO₂ z sensorem NDIR kosztuje od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Tylko taki sensor mierzy dwutlenek węgla naprawdę. Urządzenia opisane jako „eCO₂” albo „CO₂ equivalent” szacują stężenie z zawartości lotnych związków organicznych i w sali pełnej nastolatków potrafią pokazać cokolwiek.
Trzy zasady pomiaru, bez których wynik nie obroni się na radzie pedagogicznej:
- Czujnik stoi na wysokości głowy siedzącego ucznia, z dala od okna i od drzwi. Na parapecie zmierzysz podwórko.
- Zapis idzie przez cały dzień, co minutę. Jeden odczyt o dowolnej godzinie mówi tyle co jedno zdjęcie z meczu.
- Notujesz liczbę osób w sali i godziny wietrzenia. Bez tego wykres pokazuje wahania, których nie umiesz nikomu wytłumaczyć.
Co działa, a co jest rytuałem
Wietrzenie na przerwie przy szeroko otwartym oknie zbija stężenie w kilka minut, bo o wyniku decyduje przepływ powietrza. Długość wietrzenia znaczy mniej niż jego siła. Uchylone okno przez całą lekcję wychładza salę i prawie nie zmienia odczytu.
Przewiew działa najszybciej. Otwarte okno i otwarte drzwi na korytarz wymieniają powietrze w sali kilkukrotnie szybciej niż samo okno.
Rośliny nie zastąpią wentylacji. Piszemy to jako organizacja, która rozdaje rośliny w szkołach. Trzydzieści doniczek nie obniży stężenia CO₂ w sali, w której siedzi trzydzieści osób. Roślina na ławce robi coś innego: przypomina o pomiarze, wchodzi w codzienne pole widzenia i sprawia, że wietrzenie przestaje być poleceniem nauczyciela, a staje się nawykiem klasy. Uczciwie mówimy o obu tych rzeczach osobno.
Oczyszczacz powietrza z filtrem HEPA usuwa pyły i alergeny. Na dwutlenek węgla nie działa w ogóle. To dwa różne problemy i dwa różne urządzenia.
Co dalej, gdy zmierzysz
Wykres z jednego dnia w jednej sali wystarcza, żeby rozmowa z dyrekcją przestała być rozmową o wrażeniach. Dalej idą trzy ruchy: harmonogram wietrzenia wpisany w plan dnia, sprawdzenie, czy nawiewniki w oknach nie są zaklejone, i zgłoszenie do organu prowadzącego, jeśli sala nie ma jak oddychać przy zamkniętych oknach zimą.
Prowadzimy pomiary w krakowskich szkołach ponadpodstawowych w programie #szkolneklimaty, finansowanym przez Urząd Miasta Krakowa. Wyniki z sezonu jesiennego 2026 opublikujemy tutaj i wyślemy zapisanym.
Mierzymy powietrze w szkołach od 2019 roku, w salach, do których wchodzimy z czujnikiem i wychodzimy z wykresem. Norma PN-EN 16798-1, rekomendacje WHO i ASHRAE oraz badanie zespołu Allena z 2016 roku to źródła, które podajemy, żeby dało się je sprawdzić bez nas.